Moją znajomość z ceramiką rozpoczęłam w 2001 roku w Akademii Sztuk Pięknych w Brukseli. Sztywne ramy kursu i tradycjonalny styl nauczania powodowało, że powoli traciłam motywację. Po roku zaczęłam lepić w domowym zaciszu. Początkowo w pralni. Pralka i suszarka stanowiły doskonałe towarzystwo – małomówne i dyskretne. Po kolejnym roku przeniosłam się do garażu. Miałam już swój piec, koło garncarskie a także wszystko co potrzebne do lepienia i szkliwienia. Tak powstała pracownia z prawdziwego zdarzenia. Jest mi w niej dobrze do dziś i nigdy nawet przez chwilę nie żalowałam decyzji o rezygnacji ze szkoły. Przy kubku dobrej kawy i muzyce realizuję wszystkie swoje pomysły. I choć nie raz efekt jest daleki od oczekiwanego, to zawsze chce się próbować dalej.

Gliną, której najczęściej używam jest kamionka, ale lubię też porcelanę za jej „szlacheckie” właściwości. Figurki modeluję zawsze ręcznie. Form gipsowych używam, ale sporadycznie do pater, misek czy kubków. Przedmioty po naturalnym przeschnięciu zawsze dosuszam w piecu, bo to zapobiega pękaniu podczas właściwego wypału na biskwit w temp. 900°C – 1000°C. Gotowe biskwity po przetarciu z kurzu i różnego rodzaju nalotów z pieca suszę i zabieram sie do ich szkliwienia. Używam szkliw nietoksycznych a nakładam je pędzlem. Przy figurkach trudno byłoby użyć aerografu czy kompresora, choć te są w użyciu, gdy mam do pomalowania większe formy i  o równiejszych powierzchniach.  Pomalowaną ceramikę wypalam po raz drugi w temp. 1060°C –  1250°C w zależności od użytego szkliwa. Gotowe!

Izabela Thomas

Loading