8.04.07

Swieta sie rozpoczely wcale nie wesolo..ale po kolei:

Wczoraj wieczorem kiedy zakonczylismy z T walke ze zmiana filtra wodnego ( bo przypuszczam,ze wredne ptaszysko zezarlo nam rybki )

Postanowilsmy sobie pojechac gdzies na piwo.Ruszylismy dawna autostrada do Mechelen – jest tam przytulna knajpka.

Zaparkowalismy na ul.Sw.Jana…..i przywital nas …kot (?!) Szary dachowiec ,ale przemily!! Oderwac sie od niego nie moglismy,a on?…od nas (!) Ruszylismy do knajpki a on za nami,ale na rogu przycupnal i tak zostal.Pomyslelismy,ze zaraz go wpuszcza przez drzwi,przy ktorych go spotkalismy,ale wtedy nie zauwazylismy,ze budynek byl ….pusty.

Poszlismy do knajpki wspominajac z czuloscia o „tygrysku”,ktory tak sie do nas lasil,ze az szkoda bylo go zostawiac.Po jakichs dwoch,trzech godzinach wracamy – rozmawiajac o…kocie.Mowie do T,ze to dopiero bedzie jak on na nas tam dalej czeka…. z daleka jednak przy slabym swietle latarni widze go! W tym samym miejscu,w ktorym go widzielismy ostatni raz,czyli na rogu chodnika!! Byla 0.20 w nocy,wiec troche sie zdziwilam,ze wlasciciele go nie zabrali do domu,ale przestalam myslec o tym jak kot otarl sie o moje nogi i patrzac mi w oczy „prosil” o pieszczoty.Glaskalismy go z T tak z kilkanascie minut i oboje zastanawialismy sie co z nim zrobic,bo tak poprostu zostawic przy drzwiach opustoszalego domu – bylo szkoda…

Postanowilismy powoli jednak isc do samochodu.T poszedl pierwszy.Wymanewrowal z pomiedzy aut i ustal przy przeciwleglym krawezniku,otworzyl tylne drzwi i mowi do mnie: – zobacz czy zechce z toba wejsc do samochodu.

Glupio troche,ale nie mielismy zamiaru go krasc.Mial na sobie obroze – niestety metalowa tubka z adresem wlasciciela juz na niej nie dyndala.Nie chcielismy go tez w srodku nocy zostawiac samego na dworzu…I naprawde motalismy sie,co zrobic? W domu czekaly na nas dwa ogromne psy,tchorzofredka i swinka morska – dolozenie do tej menazerii kota,bylo poprostu wariackie,ale….. kot bardzo chetnie poszedl za mna do samochodu,usadowil sie najpierw na kolanach T,pozniej kiedy zamknelam drzwi i usiadlam na przednim siedzeniu – kot przesiadl sie na moje kolana i zwinal sie w klebek.Caly czas byl bardzo spokojny i taki…. kochany (!) Oboje zastanawialismy sie przez cala droge jak to bedzie i co zrobimy.Nie wiedzielismy,ze…niepotrzebnie.

Kiedy stanelismy przy drzwiach domu,kocie podeszlo,popatrzylo i skierowalo swe kroki do sasiadow ( tam tez mieszka kot,a ten nasz znalezny okazal sie dziewczynka) Weszlo miedzy krzaki i mimo naszych nawolywan i poszukiwan – zniknelo…..

Zostawilismy przy bramie recznik na ktorym lezal podczas podrozy,uchylone drzwi do domu,swiatlo w korytarzu –wszystko na nic….

Nasza „nowa,nie-kradziona” kotka przepadla jak przyslowiowy kamien w wode i B wie,gdzie sie zagniezdzila i co bedzie robic w nowym miescie.

Recznik pozostal przy drzwiach,tak na wypadek gdyby jednak nas odnalazla ta nasza niedoszla wielkanocna tygrysiczka…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading