25.07.05

Siostra mnie zabije,ze oslawiam jej …….

Wiedzialam,ze jak przyjedzie to ja napewno namowie,na oddanie mi swego biustu w ramach „weny tworczej”.Nie wspomnialam jej co prawda o tym,ze propozycje taka wczesniej zlozylam mamie( bezskutecznie) i zarliwie zapewnialam,ze popiersie nie ujrzy pozniej wiecej, niz swiatla mojej pracowni …
Wiernie i wciaz ufnie ciela bandaz na kawalki,podczas gdy ja mieszalam gips.Przytrzymywala reczniki gdy ja obkladalam ja coraz to nowym kawalkiem. Nawet udalo mi sie sfotografowac ten moment ( ale nie pokaze,bo to juz bylby kryminal z wizja dozywocia w rodzinnym areszcie) Gdy wreszcie zdjelysmy to „cos” i zrobilysmy odlew – siostra zdebiala .Tu zwisa, tam sie marszczy i wogole to To tak wyglada??? Co prawda gips piorunsko szybko wiazal,ze nie zdazylam ulozyc bandazy na dole,wiec biust mial pozniej dosc „mizerny” dol,czyli talie. Z jednej strony to nawet dobrze, bo pewnie musialabym i to korygowac ( moze za duzy, za gruby czy pomarszczony) Mowi do mnie: – Poprawisz to troche, prawda? Przytakuje,w koncu nic trudnego tam dodac a tu ujac i wygladzic.Poczulam sie prawie jak hirurg plastyczny…..choc z drugiej strony uswiadomilam sobie,ze skoro zwykly gipsowy b trzeba poprawiac to ile jeszcze innych rzeczy na swiecie sie tak poprawia ( czyt.upieksza)? Moze nie istnieje juz nic prawdziwego naturalnie? Moze slonce i chmury tez sa poprawiane po to by nie wystraszyc ludzi swym prawdziwym widokiem i pozwolic im kontynuowac zycie w przeswiadczeniu,ze wszystko jest doskonale same z siebie ?

Chyba odwiedze dzis kosmetyczke…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Loading